Czwartek, 25.08.2016

Ziomki - Aplikacja Facebook'owa dla Polaków w Austrii

www.ziomki.at
Ziomki, to nowa facebook'owa aplikacja, dzięki której w bardzo prosty i szybki sposób możesz poznać Polaków mieszkających w Austrii.
Serwis ziomki.at poświęcony jest głownie osobom mieszkającym w Austrii. Jego celem jest ułatwienie Wam uzyskania nowych znajomych wśród rodaków. Korzystanie z serwisu jest bezpłatne, wymaga jednak posiadania aktywnego konta na Facebook'u, koniecznego do zalogowania się. Logowanie się za pomocą Facebook'a jest bezpieczną i bardzo rozpowszechnioną formą logowania się na wielu renomowanych portalach internetowych całego świata.
Główną funkcję serwisu stanowi możliwość wyszukania osób na podstawie wspólnych zainteresowań oraz wysyłania do nich wiadomości. Obecna wersja aplikacji jest obecnie poszerzana i jeszcze w tym miesiącu zostanie poszerzona o nowe, ciekawe funkcje.





Koniec lata...

Kolorowo...
Kartki z kalendarza nieuchronnie wskazują kończące się wakacje.
Szczególne wyrazy współczucia i ubolewania należą się uczniom, których już przeszło dwa tygodnie temu zbombardowano ofertami kolorowych zeszycików i piórniczków. Dziecko na długo zapamiętuje takie stresowe momenty i później bywa nerwowe, nie słucha się mamy, ogarnia go jesienna depresja, potem zimowa... Ani się obejrzą, ferie przelecą jak z przysłowiowego bicza trzasnął i nawet trudno złapać chwilę oddechu na zaplanowanie wakacji. A poza tym co to za wakacje, kiedy w ich połowie(!) czytają, ze rok szkolny już za pasem? Starsze pokolenia pod tym względem miały zdecydowanie łatwiej. A tłumaczenie dziecku "co ja bym dał, żeby być na twoim miejscu, synku..." niewiele chyba da, bo dzieci są sprytne, zaraz tą dziwną mowę skojarzą z wiekiem, przepracowaniem, brakiem wakacji i zwykłą starczą złośliwością. Więc lepiej po prostu nie mówić nic na ten temat, nadchodzący rok szkolny objąć tajemnicą Poliszynela, wziąć dzieciaka na pizze i udawać wariata. Może uda się ominąć szkolną depresję i przeżyć radośnie złotą jesień.

Barbara Czerpak



Beijing 2008

Beijing 2008
Olimpiada rozgrzana na dobre. Tak, jak nasi sportowcy.

Jesteśmy z nich bardzo dumni i trzymamy kciuki za kolejne dni, choć Igrzyska powoli dobiegają już końca. Nie znaczy to, że przestajemy uczyć się języka! On może się przydać w niejednej jeszcze sytuacji. Póki olimpiada jest naszą motywacją, przejdźmy do kolejnej lekcji chińskiego. Dziś liczymy do 8, choć milej by było policzyć do 110 i pobić Amerykanów... Jeden - yī, Dwa - čr, Trzy- sān, Cztery - sě, Pięć - wǔ, Sześć - lěu, Siedem - qī, Osiem - bā. I tak jest nieźle, przecież początkowo niektórzy stracili nadzieję, że cokolwiek przywieziemy do naszego malowniczego kraju. Należy pamiętać, że nie tylko medal jest istotny - ważne jest to, że mieliśmy mocną załogę i może tylko odrobinę za mało szczęścia. Nie zapominajmy, ze nasi olimpijczycy dali z siebie naprawdę wszystko.

Barbara Czerpak



Beijing 2008

Beijing 2008
Wiadome wszem i wobec, że Olimpiada w Pekinie rozpoczęła się już na dobre. Patrząc z podziwem na sportowców, którzy w pocie czoła zmagają się z przeróżnymi dyscyplinami, możemy podziwiać ich determinację i wolę walki, która jest utrudniona przez nieprzyjemny upał. Nam samym krople potu ściekają po skroniach z samego tylko patrzenia w ekran telewizora.
Tym, którzy nie są aż tak empatyczni proponuję pogimnastykować nieco język i okazując wsparcie naszym walecznym olimpijczykom, podszkolić się z języka chińskiego. Dziś lekcja pierwsza. Zaczniemy od słowa, które bezkonkurencyjnie wyprzedza w obecnym czasie pozostałe. Jest nim słowo OLIMPIADA, czyli po chińsku ŕo lín pǐ kč. Doszukałam się też, absolutnie z niczym się nie kojarzącej nazwy aňyůnhůi. Prawda, że nie taki diabeł straszny? Oto kolejny zestaw słówek, nad wyraz trandy od kilku dni: Pekin - Běijīng; Sport - yůndňng; Basen - yóu yǒng chí; Kajak - dú mů zhōu; Bieg - chěng; Siatkówka - páiqiú; My - wǒmen; Mieć - yǒu; Medal - jiǎng hang
Teraz wystarczy tylko odpowiednia intonacja głosu i po sprawie. Każdy mieszkaniec Chin zrozumie, czego każdy Polak sobie życzy. Żeby nie doprowadzić do przegrzania elementów ludzkiego ciała odpowiedzialnego za myślenie i zapamiętywanie (nǎo), zakończymy lekcję na tych kilku słowach.
Gdyby nauka nie szła jak po maśle, proszę spróbować zjeść ryż- Chińczycy jedzą i świetnie mówią po chińsku.


Barbara Czerpak



Tu i teraz! Ok. A co później?

Nikt o tym nie myśli. Rzeczy dzieją się tu i teraz. A zastanawia się ktoś czy efekty będą dobre, czy inni będą nam za nie wdzięczni. A może będą nas przeklinać, gdy my spokojnie będziemy już wąchać kwiatki od spodu. Tak to już jest. Bardziej pamięta się o tym, co skrzywdziło nas, czy to, co pozwoliło nam odetchnąć? Egzekwo? Chyba nie...
Łamanie praw obywatelskich w Chinach to nie jest nowość z ostatnich tygodni. Sprawa wygląda tak, że nie mówiono o tym na tyle głośno, by każdy słyszał. Widmo igrzysk olimpijskich w Pekinie jest już coraz bliżej. Zamieszki w Tybecie wprawdzie obserwowane są tak intensywnie od niedługiego czasu, jednak nie pojawiły się one tak nagle, jak plama na swetrze.
W Warszawie odbył się protest pod ambasadą chińską. Przeciwko stosunkowi władz chińskich wobec Tybetańczyków protestowało kilkadziesiąt osób. Ale to dopiero początek akcji, która ma mieć swój finał pod koniec sierpnia. W Polsce mieszka zaledwie osiemnastu dorosłych Tybetańczyków. Sytuacja w ich ojczyźnie nie jest zbyt optymistyczna. Władze Chin odcięły ich od rodzin. Nie ma możliwości dłuższej rozmowy telefonicznej, nie mówiąc już o kontakcie osobistym.
Od pewnego czasu można też zaobserwować ciągłe manifestacje przeciwko mającej się odbyć olimpiadzie. Także polskie władze postanowiły pokazać solidarność z Tybetańczykami, postanawiając, że nikt z rządu nie pojawi się na inauguracji igrzysk. Związek "Solidarność" chce wręczyć polskim sportowcom opaski z logo „Solidarność”. Ma to być gest jedności z Tybetem i prześladowanymi chińskim pracownikami. Wygląda to tak, że sprawa bojkotu olimpiady spada na sportowców. A i konsekwencje spadłyby na nich, gdyby zadość uczynili prośbie związku. Przepisy są jednoznaczne: poza godłem kraju, na koszulkach nie ma praw pojawić się żadne dodatkowe logo. Szkoda, żeby któryś ze sportowców został zdyskwalifikowany.
Tak czy siak olimpiada w Pekinie się odbędzie i nie ma sensu najmniejszego jej bojkotować. Kompletnie nic by to nie dało. Trzeba za to pomyśleć o tym, co można zrobić dla prześladowanych ludzi po jej zakończeniu. Bo oczywistym jest fakt, że nie można ich pozostawić samym obie i nadal godzić się na postępowanie władz przecież komunistycznego kraju. Myśleć perspektywistycznie trzeba. W końcu to od tego, co zrobią organizacje międzynarodowe, w jaki sposób rządy krajów wyegzekwują od Chin zmiany w statucie obywatelskim, zależy życie kolejnych pokoleń. Tysiące ludzi, którzy pragną żyć spokojnie przez nikogo nie nękani. Tysiące dorastających młodych ludzi, chcących wywalczyć sobie i następnym pokoleniom lepszą przyszłość. Tylko te działania, wszystkie decyzje musza być przemyślane. Wszystkie rezultaty, konsekwencje niech będą przewidziane. Żeby potem ich dzieci, wnuki nie miały do nas pretensji o to jaki, los im zgotowaliśmy myśląc tylko o wyzwoleniu poniewieranych ludzi. Żeby nie musieli bardziej cierpieć niż teraz.
„Każde pokolenie ma własny czas, każde pokolenie chce zmienić świat, każde pokolenie odejdzie w cień, a nasze nie. Każde pokolenie ma własny głos, każde pokolenie chce wierzyć w coś, każde pokolenie rozwieje się, a nasz nie…..” tak śpiewa KOMBI. Zaśpiewajmy i my, od słów do czynów przejdźmy, tak by ci, co nadchodzą, dziękowali nam za nie.






Szmacianka

Zjawisko, które jest prawie jak piłka nożna. A prawie robi wielką różnicę. Piłka jest okrągła, a bramki są dwie, jak śpiewała Maryla Rodowicz. Tyle, że u nas tych bramek jest znacznie więcej, a nazywają się kieszenie. Co po niektórzy mają w tych kieszeniach węża. Choć po wydarzeniach z pewnego okresu można stwierdzić, że te węże chyba zwiały od właścicieli.

Jak w każdej bajce jest początek, ale tu końca nie widać. Na dodatek morał też żaden. No niby oczywisty się wysnuwa, ale nikt go nie stosuje. Pozostaje więc teoria, gdybanie i śledzenie faktów. A one nie nastrajają zbyt optymistycznie.

MAJ 2004. "Gazeta Wyborcza" opisała jak to piłkarze Polaru Wrocław sprzedali ligowy mecz Zagłębiu Lubin. Prokuratura wszczyna śledztwo. Rok później zostaje aresztowany pierwszoligowy sędziego Antoni F. Przyjęcie przez niego łapówki prezes PZPN Michał Listkiewicz skomentował jednym zdaniem: - Znalazła się jedna czarna owca. Ale czy miał na myśli więcej czarnych? Kasandra w spodniach? W każdym bądź razie to był dobry wstęp.
CZERWIEC 2006. Do aresztu trafia Ryszard F. o iście filmowym pseudonimie "Fryzjer". Wg śledczych to on był wodzem skorumpowanej grupy sędziów, działaczy i piłkarzy. STYCZEŃ 2007. Z aresztem wita się Wit Ż., były sędzia, członek zarządu PZPN, ekspert ds. sędziowskich w telewizji. Miesiąc później akta spraw trafiają do Wydziału Dyscypliny PZPN. W kwietniu z ekstraklasy wylatują z hukiem kluby Arka Gdynia i Górnik Łęczna, natomiast w sierpniu Zagłębie Sosnowiec. STYCZEŃ 2008. Degradacją potraktowane zostają Widzew Łódź i Zagłębie Sosnowiec, aktualny mistrz kraju. W marcu zarzuty postawione zostają Dariuszowi W. Do tego momentu poznało je aż 117 osób. A to nadal nie koniec.

Co o tym myśleć - najlepiej nic. Rozwikłanie quizu to męcząca sprawa, szczególnie dla powracających z pracy obywateli. Lepiej już obejrzeć głupkowaty tasiemiec. Człowiek w końcu chce się rozluźnić, a nie spiąć. Choć i tam nie zawsze wszystko jest jasne jak piwo w kiosku.

Wrocławscy prokuratorzy odwalają kawał dobrej roboty wyciągając na światło dzienne za uszy wszystkich tych, co to gówno stworzyli. A mówi się, żeby nie srać tam, gdzie się jada. Ale jak mówił Hamlet to tylko słowa, słowa, słowa. No i srali na własnym podwórku tak długo, aż sąsiedzi wyczuli eau de perfum.

Prócz wymienionych wyżej już klubów jest jeszcze 17 innych z pierwszej i drugiej ligi umoczonych w procederze ustawiania meczów. Wygląda na to, że oszustwa stały się elementem gry tak samo, jak gole, faule, spalone czy karne. Jak się okazuje futbolowa mafia miała się dobrze przez wiele sezonów. Sycylijska siostra przy niej to pikuś. Oszukiwali prawie wszyscy. A tych, co mogą spać spokojnie można na palcach jednej ręki zliczyć. Rozwojowe śledztwa pokazują jak duża jest skala korupcji w polskim futbolu (choć jak można się domyśleć w skali światowej jesteśmy fenomenem). Oczywiście Polska nie jest wyjątkiem, w każdym kraju przecież ona istnieje. Jednak należy ją zminimalizować na tyle, na ile to maksymalnie możliwe. Jak tak dalej pójdzie okaże się, że nie ma kto grać. Może więc dobrym wyjściem byłaby likwidacja polskiej ligi. Z pewnością jednak z takiej decyzji nie byliby zadowoleni kibice, uczciwi piłkarze i ci, którzy zarabiają na futbolu. Wg statusu UEFA jedyną karą za sprzedaż meczów jest degradacja. Jeśli jednak zdegradujemy wszystkich to w ekstraklasie zostaną już tylko kibice. Dlatego też rozważana jest myśl o zmianie sposobu karania z przymusowego spadku na kilkumilionowe nawet kary. Drugim pomysłem jest zmniejszenie liczby drużyn grających w lidze. Nie na stałe wprawdzie, ale do czasu, gdy sytuacja się ustabilizuje.

W istocie kibiców najbardziej jednak interesuje fakt, czy świat polskiej piłki nożnej w końcu oczyści się z brudów. Cały ten syf sprawia, że wiele wpływowych osób wycofuje się z inwestowania w futbol, czego przykładem jest właściciel Korony Kielce Krzysztof Klicki. Zamierza się on pozbyć akcji klubu lub wystawić wszystkich graczy na listę transferową. Czyżby to koniec kieleckiego teamu? Skandalem jest fakt, że skazani prawomocnymi wyrokami nadal piastują swoje stanowiska, tak jak wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator. Dariusz Wdowczyk po usłyszeniu zarzutów wrócił na trenerską ławkę. I choć był nadzieją polskiej kadry trenerskiej, w końcu to on miał być najprawdopodobniej następcą Leo Beenhakkera, to utracił licencję trenerską. Na całe szczęście? Sytuacja jak widać jest beznadziejna. Jedynym wyjściem z niej byłoby pozbycie się wszystkich ludzi związanych z polską piłką, a dla których korupcja to chleb powszedni. Czy doczekamy kiedyś takiego pokolenia?
Wczoraj, 13.kwietnia, odbył się zjazd Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jak można się było spodziewać kolejnego cudu nad Wisłą nie było. Zamiast zastanawiać się, jak uzdrowić polski futbol, dyskusje zeszły na temat powołania nowego zarządu związku. Jego obecny szef, Michał Listkiewicz jako jedyny wziął winę na siebie za korupcję, przyznał się do błędów i przeprosił za nie. Ogłosił, że poda się do dymisji i nie będzie kandydował po raz kolejny na to stanowisko. Datę wyborów nowej władzy w zarządzie wyznaczył na 14.września. Jednak roku nie podał. Czyżby zostawiał sobie tym samym furtkę do dalszej pracy na stanowisku prezesa? Reszta członków wprawdzie również potwierdziła, że będą podawać się do dymisji, jednakże zamierzają ponownie kandydować. PZPN utracił swoją społeczną wiarygodność. I teraz żeby mógł budzić zaufanie polskich kibiców, to w jego nowym zarządzie nie powinien znaleźć się nikt ze starej gwardii. Wiadomo, że łatwo się jednak nie pozbędziemy ludzi, którzy tyle lat korzystali z dobroci związku.

Może wiec wypadałoby, tak jak we Włoszech, powołać trójstronną komisję, w której skład wchodziłyby całkowicie obojętne gremia, Minister Sportu, parlament i FIFA. Włochom się udało, więc czemu nie nam? Wiem wiem, można by na ten temat długo polemizować. Ale co zrobić? Pozostaje nam jedynie czekać na rozwój wypadków. Oby tylko sprawy nie zaszły na tyle daleko, że odebrana zostanie nam organizacja EURO 2012. Byłaby to potężna kompromitacja. Następne pokolenia długo jeszcze musiałyby się wstydzić za swoich ojców – frajerów.






Teraz Kosowo

Kosowo forever! Viva la niepodległość! Victory! A te wiktory to gdzie?? Ano, panie, za miedzą prawie. Na południowy wschód tam gdzie kiedyś Tatarzy i Turcy byli. A teraz to co tam jest?
No właśnie - co? Kosowo, niewielka prowincja na południu Serbii granicząca z drugą prowincją – Czarnogórą. A poza tym z Albanią, Macedonią i Bułgarią. „Bałkański kocioł”. Widoki przepiękne warto zainwestować czas i pieniądze, aby zobaczyć te część Europy, szczególnie Złote Piaski Bułgarii. Ale mniejsza o to. No więc to Kosowo, tak samo jak Czeczenia czy strefa Gazy, jest wciąż punktem zapalnym. Cała sprawa się rozchodzi o niepodległość, tak jak u nas kiedy były zabory, tak i tam rwie się niewielki naród do bycia niezależnym. Ale, ale hola, panowie! Nie bądźcie tacy hop do przodu, bo wam z tyłu zabraknie. Ja do Was, bracia z Kosowa nic nie mam. Ale myślcie przyszłościowo. Bo problemów macie co nie miara. Taka puszka Pandory, tyle, że bez dna.

17.lutego, niedziela. Proklamacja niepodległości poleciała w eter. Tyle, że sam fakt ogłoszenia „independence” wszystkich problemów, które przez lata się zbierały, nie rozwiązuje. Prawdę mówiąc nie załatwia on niczego. Na obecną chwilę kraj jest niezdolny do samodzielnego rządzenia. Brak perspektyw gospodarczych, potężne bezrobocie i towar exportowy w postaci zorganizowanej przestępczości. Żeby państwo zaczęło jakoś funkcjonować pewne potęgi rozpoczną, a właściwie będą kontynuować ingerencję w nim. A Rosja zapowiedziała już, że nie życzy sobie „pomocy” niektórych krajów przy stawianiu Kosowa na równe nogi. No i szerszy konflikt to może być już tylko kwestia czasu. Na dodatek ONZ nie przekazało Kosowianom oficjalnie żadnych zarządzanych przez siebie ministerstw. Wspólnie z NATO chce utrzymywać tam bezpieczeństwo przy pomocy nowych funkcjonariuszy. A z bezpieczeństwem dobrze nie jest. Belgradzcy chuligani i ultranacjonaliści niezadowoleni z proklamacji urządzili ataki na policję. Ich gniew zmierzał ku ambasadzie USA i Mc’Donaldsom, ale nie wyszło. Przeciwnicy Ameryki i UE określili Kosowo marionetką.

USA i niektóre państwa Europy, w tym Polska, uznały niepodległość Kosowa. Jest jednak parę takich, które tego nie uczynią. Powód jest oczywisty. Hiszpania ma problem z Baskami, Cypr z Turkami. Reszty się łatwo domyślić. Ergo: skoro Kosowo dziś, to kto jutro? Czy, aby nie pchamy się na ruchome piaski.


Monika Zalewska



Ogniem i mieczem, wodą i szabelką.

Informują o zawieszeniu broni, na wszelki wypadek topór wojenny jednak zostawiając wykopany, gdzieś blisko, żeby pod ręką był. Sytuacja między rządem a prezydentem wesoła nie jest. Pogorszyć może ją fakt, że najprawdopodobniej o urząd głowy państwa rywalizować będzie obecny prezydent z premierem.
Rządy SLD dały nam szorstką przyjaźń prezydenta z premierem, PiS dał przyjaźń braterską, a obecnie przyjaźni nie ma żadnej. Farsa. Papier ścierny, papużki nierozłączki i niebyt. Do tej pory mogliśmy być pewni podatków i śmierci. Teraz doszedł do tego serial on-life. I co w nim mamy? Pokolenia rządzących powielają błędy poprzedników. PiS jak bokser wali w PO. Socjalna polska spiera się z liberalną. Walka z korupcją zapadła w sen zimowy, przestępcy wychodzą na wolność. Replay sprzed afery Rywina. Demokracja zagrożona, pluralizm polskich mediów jeszcze bardziej. Podlizywanie się Moskwie, bycie podnóżkiem Putina. Do łask i służb specjalnych wracają wielcy skompromitowani m.in. Krzysztof Bondaryka i Maciej Huń. Marginalizacja prezydenta. Takie są zarzuty team'u Jarosława Kaczyńskiego, ex-premiera.

Platforma Obywatelska odparowuje ciosy. Veto wobec ustaw to nie jest polityka. To głupie fochy, bo kolegi nie lubię więc utrudnię mu życie. Blokada inicjatyw nie leży w interesie polskiego społeczeństwa. Każda partia ma ze swojego punktu widzenia ważne dla polski projekty. Lepiej jest więc o nich dyskutować. Donald Tusk i koledzy są otwarci na rozmowy z PiS-em.

Przepychankom nie ma końca. Kiedy prezydent powinien był dowiedzieć się o katastrofie samolotu wojskowego? Czy minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, powinien był opuszczać spotkanie szefów dyplomacji Unii? Ktoś go wezwał, czy sam przyjechał? Każden sobie rzepkę skrobie, jeden na drugiego zrzuca winę za brak kompetencji. I tak bawią się między sobą granatem, tyle chyba, że bez zawleczki. Kaczyński za bardzo przeciwny Rosji, zbyt uprzejmy wobec USA. Tusk przeciwnie – twardy w negocjacjach z USA, dłoń wyciąga w kierunku Rosji. Wydawałoby się, że tak jak "Moda na sukces" tak i ten tasiemiec nie dotrze do końca. A jednak…. a jednak premier i prezydent ogłosili, że w polityce zagranicznej są prawie bliscy zgody. Prawie. A prawie robi wielką różnicę. Dla jednych to zapewnienie to zwrot o 180 stopni, dla innych tylko lekka korekta stosunków. Jakkolwiek "pryncypia polskiej polityki zostaną nienaruszalne". W sprawach zagranicznych i obronnych, wg tychże zapewnień, ma szybko zostać osiągnięte porozumienie. Szybko? Gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. To może by tak nie szybko, ale dobrze, co chłopaki?


Monika Zalewska



Kobieto, puchu marny...

Że kobieta zmienną jest to wiedza wszyscy, a już rzecz jasna najbardziej mężczyźni. Wiecznie coś jej nie pasuje, ciągle by coś zmieniała. Wychodzi na to, że kobieta nie docenia tego, co ma.
No właśnie, zawsze jej mało. A już najbardziej widać to w jednej kwestii. Każda pragnie być z takim mężczyzną, który będzie wpatrzony w nią, jak w obraz. Dla którego będzie wręcz ikoną. Pragnie mieć takiego, który będzie dogadzał jej na każdym kroku, ziści jej każde marzenie, spełni absolutnie każdą zachciankę. Który będzie jej oparciem, pocieszy, gdy zapłacze, przytuli w chwilach szczęścia. Jednym słowem takiego faceta, którego celem życiowym będzie uszczęśliwianie jej. No i właściwie, nic prostszego. Wystarczy poszukać. Dwoje ludzi się ze sobą zwiąże i właściwie sprawa by się na tym kończyła. Ale nie, o nie! Przewrotność kobieca nie zna granic!

Okazuje się, że kiedy kobieta złapie już Pana Boga za nogi (tu: znaleźć mężczyznę, o którym pisałam wyżej), nie kończy swojego widzimisię. On jej kwiaty i śniadanie do łóżka, ona mu, że skarpetki znów zostawił w miednicy zamiast wrzucić do pralki. On jej prezent bez okazji, ona, że znów kran cieknie. On jej kolacje w pięknej restauracji, ona, że nie ma w co się ubrać. Niby banały, no ale to od nich się zaczyna. W końcu dochodzi do absurdalnych sytuacji. Ona dowiaduje się, że on jest rozwodnikiem i ma syna. I czy w tym tkwi problem? Dla mnie osobiście nie. Ale to na podstawie znanej mi sytuacji piszę właśnie tych pare słów. No więc, ona się o tym szczególe z jego życia dowiedziała. Powiedział jej. I niedawno w pewnej kłótni powiedziała mu, że marzy jej się suknia i ślub przed ołtarzem, ale nie z nim! Miała wszystko, starał się o nią na każdym kroku. Nie pokrywała absolutnie żadnych rachunków, co sobie zamarzyła - dostawała. A niedawno powiedziała mu, że nie będzie z nim spać. Nie podała nawet konkretnych powodów. Nie i już! Typowa kobieca zagrywka, głupie wręcz tłumaczenie. Teraz on wie, że nie chce już z nią być. Widzi, że nie warto się starać, gdyż nie docenia ona tego, co dostała od niego. A jak on to ujął: "dla niej poszedłbym na każdy kompromis, na każde ustępstwo". Miała ideał. Czas przeszły dokonany. Już tego nie odzyska. Konkluzja jego zwierzeń była jedna: "Mam nadzieję, że kiedy mnie zabraknie, kiedy zabraknie tego, że miała kogoś, kto ją kochał ponad wszystkie jej kaprysy, zrozumie co straciła. Mam nadzieję, że to ja czegoś nauczy. Ja nie mam siły już walczyć za nas oboje. Już nie chcę"

Ergo: kobiety!! Szanujcie swych mężczyzn. Jeśli oni Wam pokazują, jak bardzo im na Was zależy, to nie doszukujcie się dziury w całym. Nie stwarzajcie sobie jakichś wyimaginowanych problemów. I choć jestem kobietą, to nie rozumiem takiego podłego postępowania. Może dlatego, że wychowałam się wśród praktycznie samych chłopaków i czuję się bardziej jedną z nich niż jedną z Was. Z Nas. Z Kobiet.


Monika Zalewska



Polska to absurd !! ...biurokratyczny

Nowe przepisy, nowe buble prawne. Bzdury jednym słowem!! Chcesz wyciąć drzewko ze swego ogródka lub posadzić w nim nowy krzaczek? Marsz po zezwolenie!!

Zarejestrować chcesz swoje nowe wypieszczone autko? Ależ nie ma problemu, proszę bardzo! Od okienka do okienka, gęsiego nie pchać, dla wszystkich starczy. Tylko miło i z uśmiechem, bo urzędnik to kąśliwa istota, jeszcze pogryzie. To samo się tyczy współtowarzyszy w kolejce przed i za tobą. To może by się tak na wściekliznę zaszczepić??

Przepisy zatruwają życie Polakom, oj zatruwają! Płacenie podatku od podatku, wypisywanie sterty niepotrzebnych dokumentów. Chcesz zarejestrować firmę? Wypełnij plik makulatury, co miesiąc pisz deklaracje. I nie spóźnij się ani o jeden dzień!! Pilnuj się, bo kara będzie surowa!! Alkohol zamówiony przez internet? Tak, ale z akcyzą. Jeśli sam po niego pojedziesz, akcyzy nie zapłacisz. I takich przykładów jest całe mnóstwo. Do tej pory były obiecanki-cacanki, że to się zmieni. I w końcu stagnacja zostaje przerwana przez Platformę Obywatelską. Senator Tomasz Misiak ogłosił, że stworzono listę pond stu biurokratycznych nonsensów. I przynajmniej część z nich, zapowiada, mają w tym roku zostać zlikwidowane. PO powołała komisję sejmową „Przyjazne Państwo”. Wychodzą z inicjatywą, aby również szarzy obywatele informowali o absurdach prawnych. Jak obiecują, wszystkie przeanalizują.
No to do dzieła, panowie, do dzieła!! Cierpliwość jest cnotą wprawdzie, ale i ona ma swoje granice.



Monika Zalewska



Byle szybciej uciec stąd... do nieba.

Skąd to się bierze? Samobójstwa. Młodzi żyć nie chcą. Choć dopiero co dorosłość przyjęła ich z otwartymi ramionami. Jak to jest, że człowiek obok nie widzi, ze lada moment wydarzy się tragedia?

Przystanek. Czekam na autobus. W końcu jadę na trening. Skasowałam bilet. Oparłam się o poręcz. Z lewej nagle słyszę cichy płacz. Siedzi dziewczyna, a z oczu płyną jej łzy. I wtedy sobie przypomniałam. Dzień wcześniej rzucił się 21letni chłopak z 8 piętra, z biurowca. Niedaleko mnie. Nie był pracownikiem. Pytany przez ochronę dokąd idzie, odrzekł, że do znajomej. Uwierzyli mu. Bo niby czemu miał kłamać. Minuty później otwarte okno, a on na dole wbity nogami w ziemię. Martwy. Musieli go odkopywać. Może dziewczyna z autobusu płakała właśnie po nim?

Jednego dnia śmiejesz się z bratem, siostrą, przyjacielem. A drugiego - puste miejsce koło ciebie. Pusty talerz, szczoteczka do zębów w kubeczku na półce w łazience, bluza niedbale przewieszona przez oparcie krzesła. I ten sms wczorajszy, nie pokazujący żadnych oznak nadchodzącej śmierci. I pytania dlaczego, dlaczego, dlaczego? Odpowiedzi brak. Czy ludzie mają dziś już aż tak słabą psychikę, że nie potrafią sobie poradzić z problemem? Czemu nie zwierzają się najbliższym? Czemu nie potrafią zaufać, że ktoś im pomoże? Czemu wybierają takie drastyczne rozwiązanie swoich problemów? Nie wpadłabym na taki pomysł. Zbyt mocno kocham życie i ludzi, którzy mnie otaczają. Zbyt mocno chce żyć i czerpać radość i smutki z nadchodzących chwil. Wiem, łatwo mi mówić. Ale nie ma sytuacji bez wyjścia. A już na pewno są lepsze wyjścia od śmierci. Tylko czemu oni nie chcieli walczyć, czemu ten młody nie chciał walczyć? Miał przed sobą całe życie.

Ale nie, on wolał wcześniej spotkać się ze Świętym Piotrem... czemu? Młody, czemu? Nie powiesz już. Tak przykro, że Cię tu nie ma. Choć Cię nie znałam. Tak przykro...


Monika Zalewska



Ot, taki nasz katolicyzm… polski.

Oj nerwowo się zrobiło, nerwowo. W prasie katolickiej wrze, jak w czajniku przy 100 stopniach. Ma ktoś ochotę na herbatkę?... ale ostrzegam - z prądem...

Natalia Budzyńska z „Przewodnika Katolickiego” we wstępie jeszcze stosowała dyplomację, deklarując, że oceną wartości historycznej powinni zając się naukowcy. Ale dalej eksploduje i bez oporów zarzuca Grossowi w „Strachu” manipuluje faktami, tak by do Polski pasowała nalepka „Polska to naród antysemitów”. Jak sama twierdzi, o wartości książki powinien świadczyć fakt, że autor nie zapoznał się z pierwszym na świecie badaniem problematyki stosunków polsko-żydowskich w okresie powojennym autorstwa prof. Marka Jana Chodakiewicza „Po Zagładzie”. Jakby nie patrzeć książka Chodakiewicza została uznana przez historyków, m.in. Pawła Machcewicza, za drwinę z historycznej rzetelności.
To absolutnie nie przeszkadza tygodnikowi „Idziemy”, który opublikował wywiad z twórcą filmu „Życie za życie” o polskich rodzinach ratujących Żydów. Autorka wywiadu nie kontroluje swojego gościa, a ten ubolewa, że w USA nikt nie wie o ofiarach poniesionych przez Polaków na rzecz Żydów. A o książce Chodakiewicza dodaje, że mało się o niej mówi. Że co prosimy?? Oni nie widzą, a o tym się mało mówi?? Z której strony??

No dobrze, ale "Idziemy", "Idziemy", bo czasu nie ma. A dokąd nas to doprowadzi? Ano dochodzimy do końca tygodnia i do „Niedzieli”, mości państwo. A tu?? Śmiech na Sali!! Tygodnik wszem i wobec ogłasza, że nikt nie odeprze zarzutów o polski antysemityzm, jak największy antysemita Radia Maryja Jerzy Robert Nowak. "Oszczercze ataki Grossa na Kościół katolicki są ordynarnymi oszczerstwami, całkowicie sprzecznymi z prawdą historyczną i z autentycznymi świadectwami Żydów, którzy przeżyli Holocaust" - pisze Nowak. Gromy z nieba lecą na „ordynarnie antypolską i katolikożerczą" książkę. Biedaczek zamartwia się, że Wydawnictwo "Znak" wydało taki paszkwil, a sam, przypomnijmy, jest autorem pozycji "Kogo musza przeprosić Żydzi". a co jest na stronach nabazgrolone? Ano tyle, że Żydzi są winni wszystkim nieszczęściom tego świata. Możemy jedynie oświecić wyżej wspomnianych, że antysemityzm ma się nadal dobrze, nic go nie boli. A książka Grossa burzy tylko mury obronne, za którymi chcą się schować ci rozsądni i rozumni, którzy nie chcą widzieć całej powagi sytuacji.

No to "Idziemy" dalej, a tu co?? Ooo wielki padre, sam Ojciec Dyrektor. O. Tadeusz Rydzyk we własnej osobie. Podkreślę, że skromnej i nad wyraz świątobliwej!! Czyżby idol moherowych beretów miał mieć jakieś problemy? Otóż sąd nakazał prokuraturze, aby ta sprawdziła, czy też PRZYPADKIEM, szef Radia Maryja znieważył osoby wyznania żydowskiego podczas wykładów dla studentów swojej uczelni. Nagrania wykładów ujawnił „Wprost”. Przewielebny Nagranie wykładów ujawnił "Wprost". Co mówił szef Radia Maryja? Nawiązał m.in. do spotkania Marii Kaczyńskiej z grupą kobiet, jakie zorganizowała 8 marca w Pałacu Prezydenckim, aby rozmawiać o niezaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej. "(...) Pani prezydentowa z taką eutanazją? Ty czarownico! Ja ci dam! Jak zabijać ludzi, to sama się podstaw pierwsza (...)" - mówił o. Rydzyk. Zganił prezydenta Kaczyńskiego za uległość wobec Żydów w sprawie Jedwabnego, co miałoby ich zachęcić do wielkich roszczeń: "Chodzi o 65 mld dolarów, żeby Polska dała. Przyjdą do pana i powiedzą: proszę mi oddać ten skafander. Ściągaj spodnie" - mówił. W innym miejscu rozprawiał nad "przewrotnością talmudycznej mentalności".
A mówi się, że w każdej rodzinie trafia się czarna owca. Tylko czemu kościelna familia nie potrafi ukarać czarnej owieczki za niesubordynację i postawić ją do kąta?? Z dala tylko patrzy i grozi palcem wskazującym na małego Tadzia.



Monika Zalewska



Gross, IPN i prokuratura

Jan Tomasz Gross jest polsko - amerykańskim naukowcem, zajmującym się w szczególności problematyką wojenną. Jego najnowsze dziecko, "Strach: Antysemityzm tuz po wojnie.

Historia moralnej zapaści", wzbudzało kontrowersje już na rok przed wydaniem. W swych książkach wyciąga na światło dzienne te rzeczy, o których nie chcielibyśmy pamiętać. Bardzo mocno je eksponuje. Razi to w oczy i dotyka najdelikatniejszych strun ludzkiej duszy. Dotyka wstydu. Gross bojkotuje standard szczerości przyjęty w polskiej literaturze. Opisuje akty antysemityzmu wobec Żydów po wojnie, tłumacząc je poczuciem winy z powodu postawy Polaków wobec Żydów w czasie wojny, oraz chciwością. Dużo miejsca w najnowszej książce w szczególności poświęca tematyce dotyczącej pogromu kieleckiemu i rzeszowskiemu.

Choć sam się nie boi podjąć tak trudnego tematu, to jednak nie każdy z nas jest gotów zmierzyć się z takim przedstawieniem faktów. Choć minęło już wiele lat, niekoniecznie my - Polacy jesteśmy gotowi, aby je przyjąć i zmierzyć się z nimi.
Wydanie książki Grossa zbiegło się w czasie z promowaną przez Instytut Pamięci Narodowej książką Marka Jana Chodakiewicza "Po zagładzie. Stosunki polsko - żydowskie 1944-1947". Autor twierdzi, że Gross nic nie wie o Żydach. Nie ukrywa też, że przeciwstawia swoją publikację "Strachowi" Grossa. Chodakiewicz, z wykształcenia historyk, opiera swoje poglądy na faktach, dokumentach, nie poddaje się emocjom, ale tez nie pomija trudnych zagadnień.
W związku z zawartością ksiązki Grossa, prokuratura krakowska wszczęła postępowanie sprawdzające, czy aby "Strach" nie pomawia narodu polskiego o zbrodnie. Jednocześnie abp Józef Życiński zaznaczył, że prokuratura nie jest instancją, której należy zlecać lekturę książek. Bo jak powiedział, chodzi tu o nasza świadomość narodową, którą kształtujemy przez poznawanie prawdy, a nie za pośrednictwem wyroków.
Tak wiec nie pozostaje nic innego jak poświęcić trochę swojego czasu i w zaciszu swego pokoju zgłębić treść obu wydań. Są one walką na słowa publicysty i historyka. Znając ich zawartość będziemy mogli się ustosunkować do tego, co obaj autorzy chcieli nam przekazać. Znaleźć swoje miejsce wśród tamtych wydarzeń. Bo kiedyś w końcu musimy stanąć z nimi twarzą w twarz. Uporać się z wydarzeniami z tamtych lat. Chcemy, czy nie, to w końcu część naszej historii.


Monika Zalewska



Odeszli najlepsi z najlepszych

Gen. bryg. pil. Andrzej Andrzejewski
W dziejach powojennego lotnictwa tak dotkliwej tragedii nie było. Zginęła bardzo doświadczona załoga, która odbywała loty do Iraku i Afganistanu.
Dziś mija 3 dzień żałoby narodowej, jaką zarządził prezydent Lech Kaczyński na wieść o katastrofie lotniczej w Mirosławcu. W środę po południu kilkaset metrów przed pasem lotniska rozbił się wojskowy transportowiec CASA C295. Fatalna pogoda, jak i najprawdopodobniej nie działający prawidłowo system wspomagający samoloty, odebrały polskiej armii kwiat polskiego lotnictwa. 20 osób. Piloci i instruktorzy, dowódcy eskadr, dywizjonów i baz lotniczych.
"Wykształcenie pilota bojowego trwa około 10 lat. Setki godzin w powietrzu, unikalne doświadczenie, znajomość specjalistycznych międzynarodowych procedur, obsługi nowoczesnego sprzętu. Aby dojść do stopnia generała i dowódcy brygady, trzeba około 20 lat. Jeśli to sobie uświadomimy, widać, jaką stratę poniosła polska armia." - mówił szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor.
Śmierć elity polskiego lotnictwa odbiła się głośnym echem w mediach na całym świecie. Wspominały o niej hiszpański "El Pais", amerykański CNN i "The New York Times", brytyjski BBC, niemiecki Berlin Online. Kondolencje przekazali m.in. przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso, sekretarz generalny NATO Jaap de Hop Scheffer, kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Rosji Wladimir Putin, prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko, szef francuskiej dyplomacji Bernard Kouchner.

W naszej pamięci zostaną: gen. bryg. pil. Andrzej Andrzejewski, płk pil. Dariusz Maciąg, płk pil. Jerzy Piłat, ppłk pil. Zdzisław Cieślik, ppłk Zbigniew Książęk, ppłk pil. Wojciech Maniewski, płk Dariusz Pawlak, mjr Piotr Firlinger, mjr Jarosław Haładus, mjr pil. Grzegorz Jułga, mjr pil. Robert Maj, mjr Krzysztof Smołucha, mjr Mirosław Wilczyński, kpt. Grzegorz Stepaniuk, kpt. Karol Szmigiel, kpt. pil. Paweł Zdunek, kpt pil. Leszek Ziemski, por. pil. Robert Kuźma, por. pil. Michał Smyczyński, sierż. Janusz Adamczyk.


Monika Zalewska



Bezrobotni pod kontrolą

Michał Boni
Teczki peerelowskich tajnych agentów już odtajnione teraz czas na zwykłych wyjadaczy chleba okradających Skarb Państwa. A jak wiadomo, Polak potrafi...
"Bezrobotni zostaną zweryfikowani, a ci, którzy notorycznie unikają podjęcia pracy, mogą stracić zasiłki z opieki społecznej" – zapowiada Michał Boni, szef doradców w rządzie Donalda Tuska. W tej chwili zarejestrowanych bezrobotnych kraju jest 1,7 mln. Z czego tylko garstka jest zainteresowana czynnym szukaniem pracy w pośredniaku. Jest jednak spora grupa osób, która woli omijać urząd pracy szerokim łukiem, zahaczając o opiekę społeczną, wyłudzając z niej pieniądze i kombinować resztę na boku. Rodzice biorą zasiłek, a pomimo tego pracują na czarno. Dzieci chodzą w markowych ciuchach dostają wyprawki szkolne, miasto funduje stypendia. Poza tym odpadają rodzinie opłaty za czynsz, media regulowane przez opiekę społeczną. Dodatkowo dostają przedświąteczne bony do sklepów spożywczych, pomoc rzeczową i parę innych extra dodatków. Jak się okazuje - zaradność polskich rodzin nie zna granic. I właśnie cały ten spis "inwentarza społecznego" ma polegać m.in. na wyłapywaniu takich oto zaradnych życiowo nic-nie-chcących-nie-robiących. Jedno jest pewne Oko Wielkiego Brata nie zawsze dostrzeże to, co sprytny Polak chce ukryć i zostawić dla siebie. Tak więc powodzenia panie Michale!

Monika Zalewska



Nerwowe jest życie kibica

Człowiek z łatwością może nabawić się palpitacji serca przy naszych sportowcach. Kiedy ostatni raz emocje były tak rozbieżne, tego chyba najstarszy rodem nie pamięta. Radwańska i Domachowska w IV Rundzie Australia Open, Gołota zwycięża w ringu, szczypiorniści idą jak burza. Smutek ogarnął nasze serca po skoku Małysza i porażce siatkarek.
Szaleństwo w Melbourne nie ma końca. Marta Domachowska i Agnieszka Radwańska zostawiają rywalki daleko w tyle. wydarzeniem wręcz historycznym jest fakt, że wśród 16 najlepszych tenisistek Australia Open są właśnie 2 Polki! Radwańska pokonała Rosjankę Nadię Pietrową i tym samym awansowała do ćwierćfinału. Domachowska uległa jednak amerykance Wenus Williams i odpadła.
W Nowym Jorku ring należał do 40letniego pięściarza, Andrzeja Gołoty, który już wielokrotnie miał kończyć karierę. Wracał z różnym skutkiem. Tym razem ostatnie słowo należało do niego. Po 5 rundzie, nie widząc już na lewe oko, be przerwy praktycznie był w ofensywie, a ostatnie rundy były dla jego przeciwnika, Amerykanina Mike’a Molla, walką o przetrwanie. 12 rund w barwach biało-czerwonych!!

Zaczęło się źle, bo nasi szczypiorniści przegrali na otwarcie mistrzostw Europy z Chorwacją. Ale jak to mówią: piątek – zły dobrego początek ;) na szczęście w 2 kolejnych meczach wicemistrzowie świata nie oddali punktów. Pokonali Słoweńców, a potem Czechów. Wczoraj odpoczywali, a dziś podejmą gospodarzy turnieju – Norwegów.

Cos się dzieje z naszym Adasiem. Forma kiepawa. Ledwo skacze, a wręcz cofa się w tył. W weekend w Harrachowie skoczkowie rozegrali tylko jedną serię skoków. Adam Małysz, choć w zeszłym roku w Planicy wygrał wszystkie 3 konkursy na mamuciej skoczni, tym razem na 205metrowym Fertaku oddał skoki w serii próbnej o długości 149,5m i 130m w konkursie. Oby Małysz wrócił do siebie w piątek. Bo jeśli nie w Zakopanem, to gdzie?

No i nasze złotka poległy. Równo. Równiusieńko. Aż żal, że tak to się skończyło. Turniej był wspaniały. Polki kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa. A w finale, po morderczym boju, zatrzymały je Rosjanki. Złotka przegrały 2:3 i to rywalki wywalczyły awans na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Jednak została nam jeszcze 1 szansa w turnieju interkontynentalnym. A z taką forma i wolą walki, jakie pokazały podczas zawodów w Halle, nie powinno być kłopotów z awansem.


Monika Zalewska



Szczyt w Moskwie

Radosław Sikorski
Dziś polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski spotka się z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem.
Szef polskiej dyplomacji spotka się również z zastępcą prezydenta Rosji ds. rozwoju kontaktów z Unią Europejską Siergiejem jastrzębskim. Wg polskiego MSZ Sikorski przedstawi propozycje dotyczące wznowienia dialogu i współpracy między Polską a Rosją na wielu płaszczyznach. Rzecznik rosyjskiego MSZ Michaił Kamynin oświadczył, że wizytę Sikorskiego należy traktować jako potwierdzenie deklarowanej przez nowy rząd Polski woli poprawy stosunków między Moskwą i Warszawą. Poruszony zostanie też temat wizyty polskiego premiera Donalda Tuska, mająca się odbyć 8 lutego w Moskwie. Czy aby na pewno te wizyty nie mają podwójnego dna? Sikorski ma historyczne nazwisko, nie powinien dać plamy i nadziać się na jakiś haczyk przyszykowany (??) ze strony Kremla. A premier? Może jedzie przeprosić za to, że nikt się już tak długo w pas Moskwie nie kłaniał i za to, iż bracia Kaczyńscy uważają, że Rosja kogoś mordowała. To tylko spekulacje, ale czy można wierzyć, że Rosja tak bezinteresownie zechce z nami prowadzić jakiekolwiek rozmowy? Zapędy imperialistyczne wciąż przecież cicho tkwią w duszy tego kraju.


Monika Zalewska



DZIEŃ BABCI

"Babcie wstają, jak słonka, o świcie i oświetlają nam całe życie"

Choć kiedyś nie każda kobieta chciała się przyznać do swojego wieku, to dziś większość chętnie o tym mówi i zaznacza też, że już jest babcią. Bo każda po cichu marzy o tym by mieć ukochanego wnuczka czy ukochaną wnuczkę. To właśnie babcię pieką najlepsze ciasta, rozpieszczają i opiekują się dziećmi, kiedy rodziców nie ma w domu. To one sprawiają, że mamy poczucie bycia kochanym, one przekazują nam wartości moralne i uczą szacunku do drugiego człowieka. To na nie zawsze możemy liczyć. Dlatego dziś za to wszystko co nam dały możemy im podziękować w sposób szczególny. Laurka? Czemu nie? Powiecie, że jesteście na to za starzy? Wręcz przeciwnie! Wam przypomną się czasy dzieciństwa, a babuniom zakręci się łza w oku na widok takiego prezentu ;)

Monika Zalewska



"Boso przez świat"

Wojciech Cejrowski to chyba najbardziej znany polski globtrotter. W zabawny sposób przedstawia swoim widzom i czytelnikom relacje ze swych podróży po kochanej Amazonii, Ameryce Środkowej czy też innych zakątkach świata.
Książka "Gringo wśród dzikich plemion" została uhonorowana nagrodą im. Arkadego Fiedlera oraz Bursztynowego Motyla w 2003 roku. Świetna, pełna humoru relacja z podróży przez Amerykę Południową. Bogato ilustrowana fantastycznymi zdjęciami. Opisuje spotkania z ostatnimi niecywilizowanymi Indianami. Pokazuje zetknięcie się mieszkańca dżungli betonowej z prawdziwą dżungla. Niesamowite historie o tym co lata ,pełza, skacze, co na drzewo ucieka i co można zjeść, mieszają się ze spotkaniami ludzi z dzikich plemion wcale nie bardziej dzikich od nas samych. Opowiadania te są raz zabawne, raz groźne, i zawsze intrygujące. Autor potrafi przekazać ten świat niemal namacalnie. Sprawia, że czytelnik wyrusza razem z nim w tę fantastyczną podróż. Brak tu patosu i nachalności, pełno sarkastycznego humoru. Dzicy przestają być dzicy. A dżungle miast stają się coraz bardziej mierną kopią tej amazońskiej. Zdecydowanie polecam tę lekturę w ramach terapii odstresowującej.

PS. Z tej książki z łatwością dowiecie się dlaczego właśnie boso a nie w standardowym obuwiu.


Monika Zalewska



XVI Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

Wprawdzie od tego wydarzenia minęło już 2 dni (13. stycznia), ale warto wspomnieć o tym co wpisało się już w kalendarz corocznych wydarzeń.
To już 16 lat odkąd raz w roku Polacy jawnie pokazują swą troskę i chęć niesienia pomocy najmłodszym. Dzieci to w końcu przyszłość narodu i warto zadbać o ich świetlana przyszłość, jeśli NFZ tego zrobić nie potrafi. A dobroć ludzka nie zna granic. W ciągu tych 16 lat, a raczej 16 dni, zebrano ponad 80 mln dolarów. Rozumiecie?? O takiej sumie w tak krótkim czasie NFZ może tylko pomarzyć. Pomoc w zakupie sprzętu medycznego praktycznie dla wszystkich szpitali w Polsce jest dla resortu zdrowia chyba zbawieniem. To oczywiste, że bez Jurka Owsiaka, wodzireja tej imprezy, wiele dzieci nie mogłoby leczyć się w domu, wiele z nich mogłoby już dawno nie żyć.
W tym roku pieniądze zbierano na wyposażenie dziecięcych oddziałów laryngologicznych. W koncercie wzięło udział wiele gwiazd, m.in. Ewelina Flinta, Mieczysław Szcześniak, Łukasz Zagrobelny, Brathanki. Oczywiście nie obyło się bez przykrych incydentów, jakimi są kradzieże puszek z rąk wolontariuszy. Ale co poradzić, w końcu okazja czyni złodzieja. Szkoda tylko, że na łatwiznę w zdobywaniu pieniędzy idą coraz młodsi. A pod koniec fenomenalnej w skali światowej imprezy jak zwykle światełko do nieba.


Monika Zalewska



Internetem do Polski...

Od tego uśmiechu wszystko
się zaczęło...
Żyjemy w czasach internetu, w czasach, w których coraz to więcej osób rezygnuje z piątkowego wyjścia ze znajomymi na drinka, billarda, kręgle lub do kina. Komputer i internet coraz częściej zastępują nam takie rozrywki umożliwiając nam poznanie kogoś w sieci. Niewątpliwie nie jest to najbardziej wskazaną metodą do nawiązywania kontaktów, ale czy musimy rezygnować z tego całkowicie?


Dziś mogę chyba śmiało powiedzieć że nie. Generalnie sam podchodziłem do tego z wielkim dystansem. Byłem świadomy tego, że komunikator internetowy pozwala ludziom ukryć ich cechy, słabości, ich charakter. Nie traciłem jednak wiary, że podobnie jak ja, są ludzie, którzy mimo wszystko potrafią zaprezentować się w sieci tak, jak prezentują sie w świecie realnym, i właśnie w ten sposób poznałem Iwonę. Co tu wiele pisać? Nieprzeciętnie miła, wesoła dziewczyna, z którą już od samego początku mogłem rozmawiać tak, jak gdyby była moją koleżanką. Nigdy nie przypuszczałem, że można polubić kogoś przez internet i podzielić się z nim swoimi myślami, opowiadaniami, zdjęciami tak jak z dobrym przyjacielem lub kolegą ze szkolnej ławki. Znamy sie od niedawna, ale zdecydowaliśmy spokać sie niebawem aby poznać sie na żywo... Szczerze mowiąc nie mogę się doczekać tego momentu :)

Kolega Iwonki :)



15. stycznia, 2008

Skrót najciekawszych wiadomości z kraju.
150 GÓRNIKÓW wznowiło protest pod ziemią. Jastrzębska Spółka Węglowa wycofała się z obietnicy podwyżki dla górników z kopalni Budryk. Straty jakie spółka ponosi od początku protestu sięgają 2-2,5 mln złotych.

PREMIER DONALD TUSK poinformował, że 21.stycznia odbędzie się "biały szczyt". Do "poważnych rozmów" zostaną zaproszeni przedstawiciele zainteresowanych stron i autorytety z dziedziny ochrony zdrowia, etyki zawodowej, oraz menedżerowie i reprezentanci związków zawodowych. Czyżby do tej pory rozmowy toczyły się na stopie towarzyskiej, a te "poważne" dopiero mają zażegnać kryzys?? Poczekamy, zobaczymy. W końcu kilka dni dziś już nikogo nie zbawi.

ZMIANY W KADRACH. Paweł Graś zrezygnował z funkcji sekretarza stanu w kancelarii premiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo. Powodem maja być problemy ze zdrowiem i sprawy rodzinne. Z informacji podawanych przez "Rzeczypospolitą", wynika, że Graś już w grudniu 2007 zastanawiał się nad złożeniem dymisji. Również z powodów zdrowotnych (wiadomo że jest ona poważnie chora i ma także chorą matkę) z polityki postanowiła wycofać się Zyta Gilowska, posłanka Pis. Była minister finansów zrzekła się mandatu poselskiego, co potwierdził jej mąż. Jej miesjce w sejmie zajmie Jan Filip Libicki.

CYRK WOKÓŁ PALIKOTA. Sensacją było arcyważne oświadczenie posła Platformy Obywatelskiej Janusza Palikowa na jego osobistym blogu. "Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach maja związek z terapia antyalkoholową? Czy ucieczka do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką?" - napisał Palikot. Prezydent nazwał posła klaunem. "Ja w ogóle nie zamierzam ani przyjmowac, ani nie przyjmować przeprosin Palikowa. Przepraszam bardzo, ale nie jest to partner dla mnie" - krótko ujął Lech Kaczyński. Natomiast poseł PO Jarosław Gowin, zniesmaczony sugestiami Palikowa, przepraszał w jego imieniu i stwierdził, że tą sprawą zajmie się prezydium klubu.

PZPN DEGRADUJE. W środę Wydział Dyscypliny PZPN zamierza zdegradować do drugiej ligi za ustawione spotkanie Zagłębie Lublin i Widzew Łódź. Działacze obu drużyn mieli nadzieję, że nie dość, że pozostaną w ekstraklasie, to jeszcze dostaną tylko kary finansowe i ujemne punkty. Nic z tego. W ten sposób została już ukarana Arka Gdynia za korumpowanie sędziów i obserwatorów. Kolejnymi klubami, którymi ma się zająć Wydział Dyscypliny, będą Cracovia i Jagiellonia Białystok.

NOWY BOLID KUBICY.
W Monachium na uroczystej prezentacji kibice Formuły 1 zobaczyli najnowsze dziecko inżynierów BMW Sauber. F1.08 to potężne przednie skrzydło i wąski nos (maja poprawić aerodynamikę auta), ultrawąski tył (niwelacja zaburzeń w czasie jazdy, "dociśnięcie" bolida do podłoża), bezpieczniejszy kokpit (ścianki osłaniające głowę kierowcy mają być podwyższone), bardziej "cool" boczne sekcje (ułatwienie chłodzenia pojazdu). Robert Kubica wiąże z nową zabawką nadzieje na walkę o tytuł najlepszego kierowcy świata.





Pogrzeb za życia...

...czyli zapobiegliwość Ministerstwa Kultury.

Gospodarka planowa w resorcie kultury ruszyła pełną parą. Wydatki budżetowe objęły nawet sprawy ostateczne. Panowie urzędnicy wykonali parę obliczeń i z tych rachunków wyszło im, że w tym roku odejdzie od nas na wieczny spoczynek aż 75 artystów.

Skrupulatni podwładni ministra Bogdana Zdrojewskiego artystów podzielili wg trzech kategorii: wielkiego, średniego i mniejszego formatu. Co za tym idzie, najbardziej okazałe, bo składające się z 60 kwiatów wiązanki dostaną artyści wielcy, a ma ich być podobno 25. Po 40 kwiatów dostaną ci ustawieni w kolejce do drugiej kategorii, a tylko po 30 ci najmniej znani. W sumie cały koszt operacji przez nich przeprowadzonej ma wynieść około 30 tysięcy złotych.

I choć przezorności można by pomysłodawcy pogratulować, to idea została uznana za makabryczną. W końcu dobrymi uczynkami piekło jest wybrukowane. Patrząc na pracowitość urzędników ministerstwa, można tylko westchnąć i pomarzyć, by byli tak chętni do pracy przy innych przedsięwzięciach, bardziej przydatnych, i to we wszystkich resortach państwowych. Cóż, nadzieja matką głupich, ale tylko głupi nie ma nadziei, a jak wiadomo matka kocha wszystkie swoje dzieci.

Warto zaznaczyć, że artysta pozostawia milionom spadek trwalszy niż ze spiżu, a już na pewno trwalszy niż ministerialne wytyczne. Hm... tylko czekać kiedy kreatywni urzędnicy zrealizują kolejny "napoleoński" pomysł.


Monika Zalewska



Końca nie widać!

Jeszcze na dobre Nowy Rok się nie rozpędził, a po Polsce przetacza się kolejna fala strajków. Do lekarzy dołączyły kolejne grupy zawodowe.
260 górników okupuje kopalnię Budryk. Rzecznik komitetu strajkowego zapowiada, że górnicy zostaną 700m pod ziemią dopóki nie wywalczą podwyżek. Strajkujący chcą, aby ich płace zrównały się z tymi jakie są w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, do której Budryk ma zostać przyłączony. Domagają się dodatkowo 7 zł netto za dniówkę (5 zł podwyżki otrzymali automatycznie od stycznia 2008 roku). Dawałoby to miesięcznie ok. 600 zł podwyżki każdemu z górników. Trzeba zaznaczyć, że 2 górników trafiło do szpitala ze względu na zły stan zdrowia. Jeszcze trochę i zakłady pogrzebowe będą mieć pełne ręce roboty.

Faworyzowanie lekarzy w kwestii podwyżek przelało czarę goryczy. Jeśli oni dostaną to czemu my nie ? Tym razem pielęgniarki, a także ratownicy medyczni, postanawiają być radykalni i bezwzględni. Za wzorem lekarzy chcą walczyć o podwyżki do oporu. Obie grupy chcą zarabiać 3 tys. brutto, czyli średnio dwa razy tyle, ile obecnie. Rząd nie mówi nie, ale prosi o czas. Jaki? Kilka lat. Na taką wyrozumiałość raczej nie może liczyć.
Cała ta grupa zawodowa stoi przed następującymi wyborami: wzorem lekarzy strajkować o pieniądze, emigrować do pracy za granicę, czy odchodzić na emerytury. Nie zdziwmy się więc, jeśli za jakiś czas polskich lekarzy i pielęgniarki zastąpią pracownicy zza wschodniej granicy bądź nawet z Dalekiego Wschodu. Może powrócimy wówczas do medycyny naturalnej, zdecydowanie tańszej, i babcinych ziółek?

Teraz kolej przyszła również na nauczycieli. Nie dostaną podwyżek, urządzą strajk. Coś za coś. Nie dostaniemy, to nie damy swojej pracy. I tak przechodzimy powoli do kodeksu Hannibala, który wprawdzie nie mówi nic o podwyżkach, ale w przenośni całkiem odpowiada rzeczywistości. Cierpliwość tracą też nauczyciele, którzy chcą zarabiać o połowę więcej niż teraz. Podwyżka miałaby wynieść 600 zł dla początkujących pedagogów, a 1 tys. dla dyplomowanych.

Podobnie kolejarze. Od protestu warunkowo odstąpili przed świętami. Teraz grożą, że jeśli do końca stycznia szefowie Grupy PKP nie znajdą środków, by zapewnić im w zależności od stanowiska od 500 do 600 zł podwyżki, to w lutym, a najpóźniej marcu, pociągi staną.

Znacznie więcej zażądali zaś sędziowie. W tej chwili początkujący sędzia sądu rejonowego po asesurze zarabia około 4 tys. zł na rękę. I jak inni stawiają ultimatum. Jeśli do czerwca rząd nie przedstawi im swej propozycji, to nie wykluczają pozwów nawet do Strasburga. Będą powoływać się na konstytucję, która mówi, że państwo powinno zapewnić sędziom zarobki odpowiednie dla godności tego urzędu.

Na spełnienie żądań wszystkich grup zawodowych potrzeba miliardów, których w budżecie brakuje. Żeby spełnić tylko oczekiwania lekarzy rząd musiałby znaleźć dodatkowych 7 mld zł, drugie tyle trzeba by było na podwyżki nauczycieli. To sporo, zważywszy na to, że zaplanowane wydatki państwa na cały 2008 rok to 310 mld zł (w tym 30 mld to deficyt).
Wiosną cieplejszy wieje wiatr, wiosną znów nam ubyło lat... Czyżby wiosną czekał nas paraliż? Wszystko wskazuje na to, że po okresie miodowym Platformie Obywatelskiej zacznie spadać poparcie. Donald Tusk omamił wyborców dużą ilością obietnic, których teraz nie jest w stanie zrealizować. Czyżby w powietrzu unosiło się widmo kolejnych wyborów, a fala strajków była ich zapowiedzią? Cały paradoks sytuacji wyjdzie w praniu, koło się zamyka, a rząd stoi pod ścianą z bezradnie związanymi rękami.


Monika Zalewska



Historyczny wyczyn Janne Ahonena!

Janne Ahonen
Finałowy konkurs 56. Turnieju Czterech Skoczni w austriackim Bischofshofen wygrał Janne Ahonen, który w drugiej serii skoczył 136 metrów. Wygrywając jednocześnie cały turniej zapisał się w historii skoków narciarskich jako pierwszy pięciokrotny triumfator w TCS.

Drugie miejsce zajął Norweg Anders Bardal. Miejsce na podium wywalczył lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Thomas Morgenstern. Adam Małysz zajął w konkursie szóste miejsce. Najlepszy polski skoczek uzyskał 120 i 132 metry (232,1 pkt). Po pierwszej serii był 16. Małysz zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej TCS. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata skoczek z Wisły jest siódmy.

Konkurs odbywał się w bardzo zmiennych warunkach co spowodowało, że wielu czołowych zawodników szczególnie w pierwszej serii osiągnęło słabsze wyniki. Dość powiedzieć, że do drugiej serii nie weszli m.in. Austriak Gregor Schlierenzauer czy Szwajcar Simon Amman. Klasę w pierwszej serii pokazał Ahonen, który w trudnych warunkach skoczył 126 metrów i uplasował się na trzeciej pozycji.

Morgenstern, który także był typowany do wygrania TCS, w tych samych warunkach zawiódł i skończył na dziewiątym miejscu. To zaważyło na końcowym wyniku. Nie pomógł Austriakowi nawet świetny skok w drugiej serii - 135,5 metra (136,9 pkt).

Wiatr w dużej mierze pomógł Norwegom Andersowi Bardalowi i jego imiennikowi Jacobsenowi, którzy po pierwszej serii zajmowali pierwsze i drugie miejsce.

Do drugiej serii nie weszli Kamil Stoch - 116 metrów (94,8 pkt) - 35. lokata i Marcin Bachleda - 111 metrów (84,3 pkt) - 46. lokata. Maciej Kot odpadł jeszcze w kwalifikacjach.






Wpisz ogłoszenie...
Kategoria:


Imię i nazwisko


Telefon lub Email


Ogłoszenie:

Regulamin:
Każdda osoba upoważniona jest do wstawienia tego samego lub podobnego ogłoszenia maksymalnie 1 raz w tygodniu. Częstsze wstawianie ogłoszeń będzie karane usunięciem wszystkich ogłoszeń z listy.
Rubryka ogłoszeń poświęcona jest tylko osobom prywatnym. Wszystkim firmom oraz autorom ogłoszeń komercyjnych oferujemy za niewielką oplatą reklamę w formie baneru na głĂƒÂłwnej stronie. Prosimy o kontakt pod adresem: contact@lenarts.at

Po Wt Sr Cz Pi So Ni
7
14
21
28


Jan Paweł 2

Dziękujemy!